środa, 28 czerwca 2017

Rozdział pierwszy

~Londyn, rok 1877~
 - Sebastian?! Sebastian! Sebastian, do nogi! - zawołała pięcioletnia dziewczynka z blond włosami wbiegając na niewielką polanę, gdzie stanęła i dysząc ciężko oparła dłonie na kolanach starając się uspokoić oddech. Co jak co, ale kondycję miała słabą, a bieganie nie było jej mocną stroną. Chciała jednak odnaleźć psa, bo wiedziała, że jej brat kocha rodzinnego pupila. W pewnym momencie usłyszała szczekanie psa i czyjś głos odganiający zwierzę. Zaintrygowana podążyła w tamtym kierunku i zobaczyła chłopaka ze srebrnymi (praktycznie białymi) włosami i żółtymi oczami, który próbował odgonić psa od... małego, zielonego węża. Lili uśmiechnęła się delikatnie i westchnęła z ulgą. - Sebastian! Tu jesteś piesku - powiedziała zwracając tym uwagę zwierząt i nastolatka. Pies podbiegł do dziewczynki i zaczął radośnie merdać ogonem. - Sebastian, do domu! - rozkazała blondynka i po chwili patrzyła za znikającym zwierzęciem. Nagle poczuła coś śliskiego na szyi, spojrzała na ramię i, widząc węża, zaczęła krzyczeć (co zrobiłby chyba każdy na jej miejscu), ale białowłosy podszedł do niej i delikatnie zakrył usta Lili ręką.
 - Nie krzycz, dobrze? Ona tego nie lubi - powiedział wskazując podbródkiem zielonego gada. Lili pokiwała głową, a dziwny człowiek zabrał rękę z jej ust i wyciągnął ją w stronę węża. Ale zwierzę tylko gniewnie syknęło i nie ruszyło się z miejsca. Mało tego, przytuliło łebek do rumianego policzka pięciolatki, która pogładziła delikatnie lśniące łuski. Żółtooki uśmiechnął się leciutko. - "Podoba mi się ta dziewczynka. Jest ciepła i miła" to właśnie powiedziała Isabell - odezwał się tak, jakby zrozumiał i przetłumaczył syk węża. - Jestem Snake - dodał po chwili, jakby zawstydzony.
 - A ja Lili. Miło mi pana poznać - powiedziała piwnooka blondynka.
 - Ech! Zaraz tam "pana"! Po prostu Snake - Chłopak spojrzał na dwa węże, które wspięły mu się na ramiona. - Na twoim ramieniu siedzi Isabell, a to są Oscar i Wild. - Przedstawił pokryte łuską zwierzęta. - O, a to przyszła Emily - rzekł, gdy z trawy wyłonił się jeszcze jeden wąż i sycząc cicho wpełzł na wolne ramię blondynki.
 - Co powiedziała? - zapytała Lili.
 - Że ładnie pachniesz i, że Cię lubi - odparł Snake.
 - Naprawdę? - zdziwiła się dziewczynka.
 - Oczywiście - Zaśmiał się chłopak wyraźnie rozbawiony.
Lili postanowiła spędzić trochę czasu ze Snake'iem. Doskonale się bawiła poznając chłopaka i jego węże. I tym oto sposobem zleciał jej czas do obiadu.
 - Muszę już iść - powiedziała smutno.
 - Ale przyjdziesz jeszcze, prawda? - zapytał Snake z wyraźną nadzieją w głosie.
 - Oczywiście, że tak! Dzisiaj już nie, bo popołudniu mamy gości, ale jutro zaraz po śniadaniu zwinę z kuchni coś do jedzenia i przyjdę - powiedziała Lili i, nie czekając na odpowiedź nowego przyjaciela, pobiegła w stronę domu. Jak burza wpadła do hallu ciężko dysząc. Uregulowała oddech i weszła do jadalni, gdzie siedzieli jej rodzice i młodszy brat. - Przepraszam za spóźnienie - powiedziała i uśmiechnęła się, gdy poczuła, że widok i zapach jedzenia pobudziły jej żołądek do pracy. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z faktu jaka jest głodna. Nadal się uśmiechając usiadła między mamą, a Cielem.
 - Sioscycko? - zaczął w pewnej chwili Ciel.
 - Tak, braciszku? - zapytała Lili.
 - Gdzies ty sie pociefała?! Spózniłas sie! Pses Ciebie nie jatłem jesce obiatku! A jesli go nie sjem to nie tostane ot taty słotycy! - zawołał dwulatek.
 - Masz rację. Wybacz mi braciszku. Po prostu bawiłam się na leśnej polance, tu niedaleko i straciłam poczucie czasu - wyjaśniła pięciolatka z wyraźną skruchą w głosie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz